czwartek, 9 kwietnia 2015

Strach.

Obudziłem się dość późno, jak na mnie. Zawsze wstawałem wcześniej by pobiegać, zrobić porządki w domu, przygotować się do treningu i spokojnie zjeść śniadanie. Lecz teraz było inaczej. Zmieniła sie jedna istotna rzecz. Wcześniej, nie miewałem snów które wprawiły by mnie w stan ciągłego spania by tylko je kontynuować, lecz teraz tak. Uśmiechnąłem się do siebie podciągając się powoli do siadu, to był mój pierwszy taki sen. Był wspaniały. W moim śnie, siedziałem wraz z Kazemaru u mnie w pokoju na łóżku rozmawiając, tuląc się, i całując. Później, niebieskowłosy powoli zaczął mnie dotykać, od pleców w dół. Czułem się ogromnie zażenowany, jednak nie przeszkadzało mi to w ogóle, jego najmniejszy dotyk przyprawiał mnie o gęsią skórkę, a sam widok o palpitacje serca. - Szkoda.. że to tylko sen. - Pokręciłem delikatnie głową a moje blond kosmyki opadły mi na oczy. Gdy je zgarnąłem zdałem sobie z czegoś sprawę, drzwi od mojego pokoju były otwarte, a ja nigdy ich nie otwierałem gdy chodziłem spać. Najbardziej mnie zaniepokoił jeden znaczący fakt, mieszkam sam. Szybko wstałem z łóżka nie myśląc na chwilę obecną o tym, jak wyglądam. Sterczące na wszystkie strony blond kosmyki, zbyt duży T-Shirt i  bokserki. Gdy usłyszałem kroki zaparło mi dech w piersi. Ta osoba zbliżała się do mojego pokoju. Nie wiedziałem co zrobić, czułem sie sparaliżowany swoim strachem. Gdyby on tu był, nie bał bym się aż tak, wystarczyłoby mi, że jest obok. - Kazemaru.. - Szepnąłem cicho zaciskając dłonie w pięści gdy odgłosy kroków stawały się wyraźniejsze. Zebrałem się w sobie by spojrzeć w tamtą stronę, minęła chwila nim mój wzrok się wytężył, a ja mogłem rozpoznać osobę stojącą przede mną. - Tak? Wołałeś mnie? - Kazemaru.. To był Kazemaru. Mój Kazemaru. Miałem ochotę rzucić się na niebieskowłosego, jednak przed oczami stanął mi mój sprośny sen, a na domiar złego, nie miałem na sobie żadnych przyzwoitych ciuchów. Zakryłem twarz dłońmi czerwieniąc się ze wstydu, on widział mnie w takim fatalnym stanie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. - Dlaczego zakrywasz twarz? - Kucnął przede mną. Czułem to. Położył swoje ciepłe dłonie na moich, a ja, nie miałem nawet sił protestować. Gdy spotkałem jego oczy serce mi przyśpieszyło, tak mi było wstyd. - Dzień Dobry. - Powiedział z tym swoim cudownym uśmiechem puszczając mi zalotnie oczko, dla niego to była drobnostka lecz dla mnie to było coś, co sprawiło mnie o zawrót głowy. - Bry.. - Szepnąłem cicho nie niszcząc kontaktu wzrokowego między nami. Byłem szczęśliwy, że jest przy mnie. Coraz bardziej pragnąłem jego obecności. Jego dotyku, spojrzenia, uśmiechu. Położyłem dłonie na jego policzkach, nie wiele myśląc, pochyliłem się nad nim skradając szybki pocałunek na rozpoczęcie dnia. Nawet nie zauważyłem jego reakcji ponieważ gdy oboje zdaliśmy sobie sprawę, z tego co zrobiłem, już dawno zniknąłem za drzwiami łazienki. - Co ja właśnie.. Z-Zrobiłem.. ? - Spojrzałem w lustro na przeciw mojej osoby. A widząc swoje odbicie, poczułem motyle w brzuchu. Byłem zarumieniony, moje oczy błyszczały, jakbym miał się zaraz rozpłakać. A to wszystko, ten stan z którego nie ma ucieczki, to wszystko było przez niego. I on dobrze o tym wiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz